Marzenie z dzieciństwa, które przetrwało niejedną burzę.
Poznaj historię mojej szkoły. I moją.
W lutym 2020 roku zamknęłam za sobą drzwi korporacji. Myślałam, że wracam do domu rodzinnego tylko na miesiąc, żeby wziąć oddech, zresetować się i pomyśleć, co dalej. W marcu świat się zatrzymał, a mój „miesięczny reset” zmienił się w pięcioletnią podróż, która stworzyła mnie na nowo.
Już w szkole podstawowej, kiedy inni marzyli o byciu prawnikami czy lekarzami, ja wiedziałam jedno – chcę mieć własną szkołę językową. Chcę uczyć. Choć droga do tego marzenia wiodła przez biurowe korytarze, pasja do angielskiego zawsze była we mnie żywa.
Dziś, po ponad 15 latach nauczania i odważnym skoku na głęboką wodę, zapraszam Cię do miejsca, które powstało z czystej miłości do języka.
Izolacja, kurz i poszukiwanie własnego głosu
Znalazłam się w domu rodzinnym w samym środku globalnego paraliżu. Moi rodzice przed pandemią zdecydowali się na ogromny remont. Nie mogłam zająć się sprzątaniem czy układaniem przestrzeni wokół siebie – wszystko było w kurzu i chaosie. Moi bracia (jeden pracujący zdalnie, drugi licealista) również utknęli w tych czterech ścianach. Najszczęśliwsi byli moi rodzice, którzy znów mieli nas wszystkich przy sobie.
Braliśmy izolację bardzo poważnie. Moja mama pracowała wtedy w szpitalu covidowym. Widziałam, ile ją to kosztowało, i czułam ogromną odpowiedzialność, by nie roznosić wirusa. Dziś, z perspektywy czasu, wielu może uśmiechnąć się na myśl o tamtym rygorze, ale dla nas to była walka o bezpieczeństwo najbliższych, a przede wszystkim, wsparcie naszej mamy.
W tym zamknięciu, między kurzem a niepewnością, szukałam swojego planu na życie. Najpierw postawiłam na tłumaczenia – taką specjalizację kończyłam na studiach. Szlifowałam warsztat, siedziałam nad tekstami, ale szybko poczułam, że to ślepa uliczka. Godziny spędzone w samotności nad tekstami zlewały się w jedno. Brakowało mi ludzi. Brakowało mi życia.
Narodziny Akademii – pod prąd pruskiego systemu
Zrozumiałam, że moje marzenie z podstawówki o własnej szkole nie było przypadkiem. Postanowiłam zbudować miejsce, w którym sama chciałabym się uczyć. Miejsce, którego nie pamiętam ze szkolnych ławek.
Rozmawiając z moimi uczniami, często słyszę historie, od których włos jeży się na głowie. Traumy wyniesione z polskich szkół, lęk przed oceną, poczucie bycia gorszym przez jeden błąd… To pokłosie przestarzałego, pruskiego systemu edukacji, który w mojej opinii po prostu nie działa. Moje przemyślenia jako lektorki nie są nacechowane polityczne – są wynikiem obserwacji żywych ludzi, którzy latami noszą ciężar szkolnych niepowodzeń.
W Akademii Języka nie ma ocen i presji. Jest za to ogrom wsparcia, którego tak bardzo brakuje w tradycyjnym systemie. Tak to sobie wymyśliłam.
Powrót, który stał się największym prezentem od losu
Dziś, patrząc wstecz, widzę, że te lata dały mi o wiele więcej, niż mogłabym sobie wymarzyć. Paradoksalnie, zamknięcie w domu rodzinnym pozwoliło mi uspokoić głowę i spojrzeć na moje życie z innej perspektywy. Poznałam moich rodziców na nowo – już nie jako zbuntowana nastolatka, ale jako dorosła kobieta. To był czas budowania dojrzałych relacji, na które w korporacyjnym biegu pewnie nie znalazłabym miejsca.
Jednak to, co najważniejsze, wydarzyło się obok. Te ostatnie lata mogłam spędzić z moimi dziadkami. Często myślę o tym, że gdybym została w Warszawie, goniąc za kolejnymi projektami, miałabym tego czasu o wiele mniej. O wiele mniej wspomnień, rozmów i wspólnych chwil, które teraz są moim najcenniejszym skarbem.
To właśnie tam, w domu pełnym kurzu z remontu, ale i rodzinnego ciepła, zrozumiałam, co jest w życiu najważniejsze: drugi człowiek i czas, który mu poświęcamy.
Dlaczego o tym piszę na stronie szkoły językowej?
Bo te wartości przeniosłam prosto do mojej szkoły. Uczę ludzi. Wiem, że Twój czas jest cenny, że masz swoją historię, swoje lęki i swoje marzenia.
Stworzyłam miejsce, w którym nauka angielskiego jest tak samo ludzka, jak te moje powroty do domu. Buduję szkołę, w jakiej sama chciałabym się uczyć: opartą na wsparciu, bez ocen i presji, za to z ogromem zrozumienia dla traum, które wielu z nas wyniosło z tradycyjnej edukacji. Pruski system szkolny nie działa, bo zapomniał o tym, co ja odkryłam na nowo – o relacji.
W świecie zdominowanym przez szybkie filmiki i dynamiczne media społecznościowe, ja wybieram inną drogę. Próbowałam się tego nauczyć; brałam udział w mentoringach, brałam udział w szkoleniach z budowania marki na instagramie, ale za każdym razem czułam to samo. To po prostu nie jest moje. Nigdy nie czułam się swobodnie, występując przed kamerą. Zrozumiałam, że zamiast zmuszać się do bycia kimś, kim nie jestem, wolę skupić całą swoją energię na tym, w czym jestem naprawdę dobra i co kocham robić.
Moim naturalnym środowiskiem jest pisanie. Mam kilkanaście notesów. Każdy służy do czegoś innego. Kocham przelewać myśli na papier. Być może to echa mojej dawnej pasji do tłumaczeń i ogromnego szacunku do słowa. Ten blog to spełnienie mojego marzenia o przestrzeni, w której mogę być w stu procentach sobą.
To tutaj, w ciszy i skupieniu, chcę dzielić się z Tobą wiedzą, przemyśleniami o edukacji i pomagać Ci zrozumieć język bez stresu i zbędnego szumu.
Dlaczego to ważne dla Ciebie?
Buduję tę szkołę całym sercem od kilku lat. Nie jestem tu przypadkiem. Jestem tu, bo wierzę, że angielski może być dla Ciebie oknem na świat, a nie powodem do stresu.
Zapraszam Cię do świata, gdzie błąd jest częścią nauki, a Ty jesteś najważniejszym ogniwem procesu.
